Tuesday, 20 June 2017

Rozdział 3



-Mason, nie żeby coś ale jesteśmy na środku jeziora a ktoś musi nas na brzeg kierować. - podeszłam do niego widząc że nie kieruje łodzią.
- Wiesz eeeee, są małe komplikacje - spuścił głowę i skierował wzrok na buty.
- Czekaj, że co? jakie komplikacje? - spytałam przerażona, przecież jestem na środku jeziora, bez jedzenia bez czystej wody no świetnie w co ja się w pakowałam.
-Tak jak by ta łódź nie chce ruszyć..- skierował wzrok w moim kierunku.
- Co??? - krzyknęłam cicho.
- Jesteśmy na środku jeziora, nie widzę nigdzie ziemi, nie mamy jedzenia ja... JA JESTEM ZA MŁODA ŻEBY UMIERAĆ!! - powiedziałam przerażona i wzięłam głęboki wdech.
- Ejejjeje spokojnie napewno ktoś nas znajdzie - próbował mnie uspokoić.
- A co jeśli tu są rekiny?? - spojrzałam się na jezioro.
- Nie przesadzaj - zaśmiał się.
- Nie śmiej się, Mason jak możesz się śmiać w takiej chwili? Patrz gdzie jesteśmy! - chwyciłam torebkę i zaczęłam szukać telefonu.
- Co ty robisz? - spytał się mnie podchodząc do mnie.
- Szukam telefonu, muszę nas jakoś stąd wydostać, zadzwonię po kogoś żeby nas uratował.- mówiłam dalej szukając telefonu.
- Ej ale..  - nie dokończył bo mu przerwałam.
- Żadne ale, to jedyne rozwiązanie.- znalazłam telefon i juz miałam zadzwońic.
- JAK TO NIE MA ZASIĘGU? - krzyknęłam cicho.
- To właśnie chciałem ci powiedzieć - skrzyżował ręce i skierował wzrok na mnie.
- Poddaję się - wyszeptałam.
- Uwierz ktoś nas znajdzie - podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Ale z drugiej strony to czuję się jak byś my się cofnęli w czasie, jak byś my właśnie byli zgubieni w lesie - zaśmiałam się trochę dalej przytulona do niego.
- Pamiętam to - też się zaśmiał.
- To były szalone czasy - powiedziałam po czym się od niego oderwałam.
- Pamiętasz jak myślałaś że widziałaś wilka i skoczyłas mi na ręce? - zaczął się śmiać pod nosem.
- Byliśmy w lesie, miałam prawo się bać - uśmiechnęłam się lekko.
- No tak ale to był pies - zaczął się bardziej śmiać.
- No ale w środku lasu? Każdy by pomyślał że to wilk - też się zaczęłam śmiać.
- Jak ja za tobą tęskniłem. - uśmiechnął się lekko i skierował wzrok na mnie.
- Ja też za tobą tęskniłam bardzo bardzo baaaaardzo - uśmiechnęłam się szeroko.
I go mocno przytuliłam.
- Ej Ej słyszysz to?  - powiedział po chwili.
- Słyszę tylko bicie twojego serca - zaśmiałam się dalej przytulona do niego.
-SILNIK DZIAŁA! - krzyknął cicho a ja się szybko od niego oderwałam.
- Jesteśmy uratowani - szepnęłam cicho.
- No to panie kapitanie proszę nas kierować na brzeg - podeszłam do niego i go mocno przytuliłam.
- Już się robi! - uśmiechnął się szeroko i zaczął kierować łodzią.

No comments:

Post a Comment